FacebookYT
TwitterLNE
> Powrót do listy aktualności

Continental Novodubnicky Maraton
   Po trzech tygodniach ścigania w uphillach, nadszedł czas na powrót do formuły maratonu. Na ostatni weekend sierpnia poszukiwałam maratonu, który będzie dla mnie dobrym przetarciem przed zbliżającymi się World Games of Mountainbiking w Saalbach Hinterglemm. Początkowo miała to być Ostrava, jednak po przeanalizowaniu profilu trasy, zdecydowałam, że wystartuję jednak na Słowacji w najstarszym maratonie, rozgrywanym w tym kraju od 20 lat. I tak 30 sierpnia wybrałam się na Continental Novodubnicky Maraton.

   Tym razem, ze względu na zbliżające się alpejskie zmagania, wybrałam dystans 43km. 1100 metrów przewyższenia sugerowało, że nie będzie to ekstremalnie ciężki wyścig. Wszystko pasowało więc idealnie do planowanego „przetarcia”.


   Po starcie „załapałam się” do pierwszej grupki, dzięki czemu już na początku pierwszego podjazdu wyszłam na druga pozycję wśród kobiet. Pierwsza zawodniczka znikła mi z oczu. Postanowiłam jechać swoim rytmem. Sądząc po moim samopoczuciu w ostatnich tygodniach, przygotowana byłam na ciężką przeprawę, więc nie chciałam się na pierwszych kilometrach „zagotować”. Jednak mój rytm pozwalał na wyprzedzanie kolejnych zawodników a samopoczucie było lepsze od spodziewanego. Poczułam więc, że jest szansa na walkę o czołowe lokaty. Po 6 kilometrach podjazdu rozpoczął się zjazd. Najpierw nieprzyjemny, po głębokich koleinach, później już bardziej przyjazny. Koleiny pokonałam ostrożnie, co niestety kosztowało mnie stratę pozycji. Ale gdy po zjazdach, rozpoczął się drugi kilkukilometrowy podjazd, zawodniczkę, która mnie wyprzedziła miałam w zasięgu wzroku. Zbliżałam się systematycznie, tracąc niestety kilkadziesiąt sekund na rozjeździe dystansów, z powodu słabo oznaczonej trasy. Zabrakło trochę dystansu na podjeździe, by powrócić na drugą pozycję. Kolejny zjazd znów dał przewagę słowackiej zawodniczce.

   Początkowo sucha trasa z upływem kilometrów diametralnie się zmieniła. Pojawiły się najpierw błotne fragmenty a później wielokilometrowe odcinki błotnej mazi zalepiającej opony i napęd. Zaliczyłam kilka upadków, na szczęście nie groźnych w skutkach, ale po jednym z nich zaczęłam mieć problemy z tylną przerzutką. Każda próba wrzucenia na najwyższą koronkę skutkowała przerzuceniem łańcucha i zakleszczaniem go pomiędzy kasetą a szprychami. Początkowo myślałam, że to jednorazowy problem a winowajcą jest błoto, ale gdy powtarzało się to wielokrotnie, zmuszając mnie do kolejnych postojów, wiedziałam, że to poważniejsza sprawa i muszę sobie poradzić na podjazdach bez „lekkich” przełożeń.

   Na jednym z podjazdów, który z powodu kolejnego postoju musiałam pokonać „z buta” wyprzedziła mnie kolejna zawodniczka. Była to jednak dziewczyna, która sadziłam, że jedzie na pierwszej pozycji. Coś musiało być powodem, że została z tyłu (może miała defekt lub pomyliła trasę), gdyż jej tempo było wyższe od mojego. Po wskoczeniu na rower próbowałam ją gonić, ale ponownie mi uciekła. Jednak z informacji jakie otrzymała od swojej ekipy, również ja uzyskałam potwierdzenie, że jadę na trzeciej pozycji.

   Pokonałam ostatnie 20 kilometrów ze źle działającym napędem. W drugiej połowie dystansu miałam okazję przypomnieć sobie jazdę w głębokim błocie, której ten sezon, w przeciwieństwie do zeszłorocznego, na szczęście mi oszczędzał. Gdy na ostatnie kilka kilometrów wjechaliśmy ponownie na bardziej utwardzony teren, podkręciłam tempo. Pozwoliło na to poprawiające się samopoczucie i świadomość, że gdzieś niedaleko za mną mogą jechać następne zawodniczki a nie chciałam stracić medalowej pozycji. Zostały ostatnie zjazdy i kilkusetmetrowy płaski asfaltowy odcinek prowadzący na stadion w Novej Dubnicy. Duże prędkości, wrzucam na największą tarczę z przodu szykując się do mocnego końcowego tempa i kolejny raz zawodzi przerzutka, tym razem przednia. Przerzuciło łańcuch, który zwisa teraz na ramieniu korby. Jadę tak około dwieście metrów wykorzystując rozpęd. Szybka analiza. Niestety nie dotoczę się bez pedałowania do mety. Konieczny jest postój. Przy uzyskiwanych na tym odcinku prędkościach, grozi to stratą pozycji. Ale nie mam wyboru. Zatrzymuję się, zakładam łańcuch i ruszam. Rozpędzam się ponownie do dużych prędkości. Z zaskoczeniem stwierdzam, że czuję się bardzo dobrze i właściwie ten wyścig mógłby się dla mnie dopiero zaczynać. Ale to już finisz. Docieram na metę w czasie 2godz 39min zajmując 3 miejsce wśród kobiet.

   Jak się później okazało, jeden z upadków spowodował wykrzywienie haka przerzutki tylnej oraz skrzywienie przedniej. Nic więc dziwnego, że sprawiły mi one tyle problemów podczas jazdy. Tym bardziej cenne okazało się dowiezienie trzeciego miejsca do mety.

   Cała słowacka impreza zorganizowana przyzwoicie, z porządnym pakietem startowym i posiłkiem regeneracyjnym. Największy minus to słabe oznaczenie oraz kiepska obsługa w newralgicznych miejscach trasy i na rozjazdach. To nieco kładzie cień na ogólny pozytywny obraz całej imprezy, jednak nie przekreśla jej z wpisania do kalendarza startów w kolejnych latach.

Wyniki:
Kobiety Open ; Dystans: Basic 43km:

1. PENZEŠOVÁ Nina
2. JUHÁSOVÁ Zuzana
3. PŁOSZCZYCA Kamila
4. GAJDOŠOVÁ Ivana
5. KOPČÁKOVÁ Jana
Salco
Dextro
Honey Stinger


Kontakt

Kamila Płoszczyca

mail (at) kamila-ploszczyca.pl